Hcet napisał/a:Salomonka napisał/a:Nie, nie każda kobieta przechodzi od razu do rozwodu.
Umiesz okreslić moment, w którym się "rozjechaliscie"? Co było przyczyną, że przestaliscie odbierać na tych samych falach? Jak twoja żona argumentuje chęć rozwiedzenia się z tobą? Szczerze, tylko wtedy możesz liczyc na konstruktywną pomoc.
Czesciowo umiem. Argumentacje zony przedstawie tylkoczesciowo, bo czesc rozmowy jeszcze przed nami. Argujentacja -
Kiedy sie rozjechalismy? jakies 3 lata temu. Ja zstracilem prace, i nagle wyladowalismy w domu razem (ona na macierzynskim). Ja w totalnej depresji i tylko komputer szukanie pracy i komputer zabawa zeby doreagowac. Zero wyjsc, aktrywnosci, zycia towarzyskiego. Totalny dol. Pzy wlasnym malutkim dziecku robilem tyle tylko co kawmienie i kapiele, a jakies spacery, inicjatywa do zycia itd - wogole. Tylko patrxzylem jak kasa na koncie powoli wyczerpuje sie i niedlugo bedziemy mieli powazne problemy finansowe. pokazalem sie z najgorszej mozliwej strony (co z tego ze bylem w dolku), i to gdzies zostalo. Po drodze wyszlo ze wogole jak jestesmy ze soba dluzej (np. wakacje) - i tylko ze soba, to dramatycznie potrzebujemy towarzystwa innych osob. Inaczej - rozczarowujemy sie nawzajem. Rutyna? Oboje oczekujemy od drugiejosoby czego, czego nie dostajemy? Po drodze zlapalem kontuzje, i jakos nie moglem jej zaleczyc, wiec przestalem sie ruszac. Poczucie zalienowania poglebialo sie, jej tolerancja spadala. Rzeczy ktor wczesniej uchodzily mi na sucho (nie puscil prania, nie posprzatal, niepozmywal i czekal az ja pozmywam) - przestaly uchodzic na sucho. Z uwagi na chorobe (mniejsza o to co to), troche krepowalem sie do niej przytulac, podrywac ja itd, i mja inicjatywa mocno, mocno w tym obszarze spadla. nie wiem czy to bylo bardzo wazne, czy to pikus. Nie wiem czy to ja pierwszy ograniczylem czulosci czzy ona, ale chyba ja. Pojawila sie opcja przeprwazki. Oboje wierzylismy (o tym rozmawialismty pare dni temu)- ze zmiana otoczenia - pomoze nam ozywic to co jest, i co nie przynosi nam juz radosci. Przy przeprowadzce - ja glownie skupialem sie na konczeniu sojej starej pracy i szukaniu nowej + praca fizyczna przy przeprowadzce. ale cala inicjatywa dot. przeprowadzki - zostala po jej stronie. Szukanie mieszkan, ocena, symulacje koztow zycia itd. Ja wyszedlem sobie z zalozenia, ze skoro jej firma jej w tym pomaga, wynajmujac ekspertow tych dziedzin, to co ja bede sie w to jakos mocniej angazowac. Glupie. Bardzo zaluje. W efekcie, ona nagle poczula wielka odpowiedzialnosc za cala nasza trojke. Kiedy budzet sie nie spinal, to ona pierwszy raz czula presje - o kurcze - co my zrobimy (nawet jesli przy tym staralem sie pomoc). W ramach przeprowadzki - wiele drobnych prac, lampki, baterie w lazience, obrazki itd - kompelrnie zostaielerm jej, zadowalajac sie skreceniem kilku mebli na krzyz. W miedzy czasie opiekujac sie mocnoc corcia, jesli nie posiecalem czasu jej, to znow siedzialem przy kompie i szukalem pracy (i czasem choc rzadko - gralem). Jak okazalo sie ze cienko przedizemy finansow, to siedzialem jeszcze dluzej i mocniej. rozmow nie bylo duzo, depresja narastala. W koncu znalazlem taka sobie prace, ale powiedziala ze - miala dosc kolejnego wylewania frustracji zwiazanych z tym, ze nic innego nie mozna znalec, a przerzucanie palet (w przenosni) - nie jest specjalnie ambitne, ani rozwijajace. I odczula jak bym to jej zarzucal ze to przez nia tu przjyechalismy i ze przez nia teraz jestem w czarnej D. Ja bardzo uwazalem by NIGDY nawet nie zbliuzyc sie do takiego okreslenia czy podtekstu, zwlaszcza ze decyzje podjelismy oboje. ale rozumeim ze tyle frustracji mogla wziac do siebie. Wkuralo ja tez to, ze moglbym w domu wiecej zmywac, sprzatac itd. i wogole wykazywac wiecej inicjatywy. Potem nagle wszystko zaczelo byc zle. Ja coraz bardziej angazowalem sie w prace domowe, i momo to, coraz wiecej rzeczy ja wkurzalo. Tolerancja spadla bardzo nisko. Czasami nawet z calkiem usmiechnietej potrafila w sekunde trzasnac w stol., czyms co umknelo mi podczas sprzatania. Potem po w sumie blahej klotni, dot. mojej wagi i zarcia byle czego - poiedziala ze ma juz dosc i jej to nie obchodzi. Potem z dnia na dzien zrobil sie dramat ktory trwal kilka tygodni az sie odwazylem zapytac. Wtedy uslyszalem prawde, ze nie jest juz szczesliwa.
Każdy łańcuch jest tylko na tyle mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. U was problemy pojawiły się szybko, własciwie od razu, gdy zaczęły się schody w życiu. Dokąd było stabilnie, była kasa, było też w miare dobrze. Gdy trzeba było się zmierzyc z trudnościami, tak naprawdę nie potrafiliscie tego. Nie obwiniam w tym momencie ani jej ani ciebie, zwyczajnie zawaliliscie oboje. Tylko czy tak być powinno?
Ja nie lubię się spowiadać na tym forum bo to tylko pożywka dla ludzi, którzy chcą ci dokopać, dla ciebie zrobię wyjątek, doceń to
Przytoczę ci jeden fragment mojego życia;
Byłam w zwiazku z kimś, kto był wyobrażeniem marzeń wielu kobiet
Przystojny, wyksztalcony, pewny siebie, ale gentelman, pracujacy w amerykańskiej firmie, wakacje co roku spedzalismy w USA
Kalifornia, słonce, plaża, Los Angeles, san Francisko, albo Floryda
Miami Beach. Wydawało mi się, ze jestem w raju:) Nawet nie widzialam ja głupia, że tak naprawdę facet mnie wykorzystuje i to nie chodziło tylko o łóżko
Dobrze mu było pokazywać się z dojrzałą, ale ładną, zadbaną kobietą, ( w jego środowisku pokazywanie się z wciąż nową, młodą i głupiutka panienką było raczej źle postrzegane). Przy okazji realizowal swoje prywatne cele, do ktorych po mistrzowsku mnie wykorzystywał.
Dodatkowo zdradzał na prawo i lewo, ale co tam:)
I do meritum 
W końcu się rozstalismy, bo życie w trójkacie, czworokącie i innym wielokącie, to nie moja bajka
Po rozstaniu z nim bylam wrakiem czlowieka. Minęło kilka lat... Ja się odnalazłam znakomicie w Niemczech. Mam świetna pracę, jestem szczęsliwa. Moj obecny partner (Niemiec), to zaprzeczenie mojego byłego; Spokojny, lekko łysiejacy w okularach, patrzący na mnie jakbym była najcenniejszym obrazem w Luwrze, starający się każdego dnia przekonac mnie, że jestem dla niego najważniejsza na świecie.
A mój były? Nie interesuję sie nim zbytnio, ale czasem dochodzą mnie jakies słuchy
Został zwolniony z amerykanskiej koropracji, pracy nie może znaleźć, z ostatnią swoją "gwiazdą" , otworzyli ostanio bar chiński, gdzies na peryferiach Warszawy. Czasem pisze do mnie jakies krótkie pozdrowienia, ale nie odpowiadam na e-maile.
Po co ci to opowiedziałam? Domyśl się 